Robot sprzątający Vileda VR 302 – recenzja

Nasza cotygodniowa akcja #czystyponiedziałek cieszy się wśród Was coraz większym zainteresowaniem. Nie ukrywam, że bardzo cieszą mnie wiadomości, że #czystyponiedziałek motywuje Was do sprzątania. Cotygodniowe sprzątanie mieszkania od parkietów po sufity oraz odgruzowywanie domu że zbędnych rzeczy zdecydowanie pomaga w organizacji na przestrzeni tygodnia. Podchodzę do tego zadaniowo i po czasie mogę powiedzieć, że idea czystego poniedziałku jest świetnym pomysłem.

Jako, że jestem mamą małego brzdąca, który non stop kruszy i wyciera w dywany bliżej niezidentyfikowane masy o przeróżnej konsystencji, odkurzanie jest konieczne częściej niż raz na tydzień.

Jak nawet lubię mopowanie, czy mycie okien, tak żywą odrazę żywię do odkurzacza. Nie cierpię wyciągania go z szafy, rozciągania kabla, montowania rury, ciągnięcia za sobą tego mało wygodnego, ciężkiego i szumiącego potwora z pokoju do pokoju, przytrzymywania nogą lżejszych dywaników, potem odczepiania rury, zwijania kabla i upychania go ponownie w szafie. Nie polubię tego nigdy i nie wierzę, że istnieje ktoś, kto to lubi. Jedyna rzecz, za jaką jestem wdzięczna odkurzaczowi, to możliwość podłączenia do niego katarka, czyli rury do odciągania ciężko wydmuchiwalnych glutów z nosa dziecka podczas przeziębienia czy choroby.

Wracając jednak do tematu odkurzania – niedawno stwierdziłam, że muszę nam jakoś ułatwić odkurzanie. Zaczęłam czytać na temat odkurzaczy bezprzewodowych oraz robotów sprzątających. Dla osoby nienawidzącej wykonywania czynności odkurzania, wybór był oczywisty – kupujemy robota sprzątającego.

Przeszukałam wiele ofert, czytałam o kilku różnych sprzętach i oglądałam relacje z ich testowania. W końcu stanęło na odkurzaczu automatycznym VR 302 marki Vileda.

Specyfikacja Vileda VR 302

Według obietnic producenta jest to robot cichy, łatwy w obsłudze, który potrafi sprzątać różne powierzchnie, w tym także do dywany czy wykładziny dywanowe.

Odkurzacz jest wyposażony w dwa programy czyszczące: standardowy AUTO oraz MAX o 50 % większej sile ssącej. Czyści mieszkanie w trzech trybach: zyg- zag, spiralnym oraz meandrycznym.

Posiada podwójny system filtrów, jest wyposażony we dwie szczotki boczne oraz szczotkimę centralną i wlot otwór ssący, dzięki czemu dokładnie zbiera większe drobiny, a także kurz i włosy.

VR 302 pracuje podczas jednego naładowania 90 minut, podczas sprzątania pokonuje bez trudu progi do 1.5 cm.

Robot Viledy posiada stację dokującą, do której wraca automatycznie po zakończeniu pracy i w której automatycznie się ładuje. Ma także czujnik spadku oraz czujnik przeszkód z miękkim zderzakiem, dzięki którym urządzenie zatrzyma się przed schodami lub zmieni kierunek ruchu, chroniąc meble i inne omijane przeszkody.

Do zestawu dołączony jest pilot służący do zdalnego sterowania i ukierunkowania nawigacji.

Zbiornik na kurz i brud o pojemności 0,5 l można łatwo zdemontować i umyć pod wodą.

Wymiary urządzenia to 35 x 35 x 9 cm. Waga: 3.6 kg. Robot nie ma możliwości połączenia się że smartfonem.

Cena urządzenia w oficjalnym sklepie Vileda to 900 zł. Najtaniej robota znalazłam w Empiku w cenie 749 zł. Ja jednak zdecydowałam się na zakup używanego odkurzacza. Odkupiłam go na grupie sprzedażowej za 550 zł. Ma jeszcze 15 miesięcy gwarancji i nie posiada praktycznie żadnych śladów użytkowania.

Nasze wrażenia

Trzeba przyznać, że robot Viledy zaskoczył mnie na plus. Liczyłam na to, że będzie głównie odkurzał parkiety i wykładzinę PCV w naszej kuchni z piasku i okruchów, a on oprócz tego naprawdę dobrze radzi sobie z odkurzaniem dywanów. W sypialni mamy ciemnobrązowy dywan z krótkim włosiem, na którym widać każdy, najmniejszy paproch. Violetka (jak nazywam nasz odkurzacz) świetnie radzi sobie z czyszczeniem tego dywanu. Zbiera nie tylko okruchy i paprochy, ale też włosy (a te w ciąży wypadają mi na potęgę) – jest więc nadzieja dla właścicieli czworonożnych pupili. W przedpokoju mamy dywany z wyższym włosiem, typu Shaggy – tu nie liczyłam nawet na to, że Violetka na nie wjedzie. Wjeżdża i czyści je naprawdę nieźle! To jej ogromny plus.

Robot nie wymiata dokładnie okruszków z ciasnych, małych kątów. Mam taki kąt np. w kuchni, gdzie lodówka wystaje nieco poza linię mebli kuchennych i tam „macki” Violetki nie dosięgają.

Robot pracuje dość głośno w trybie MAX. W trybie uniwersalnym znacznie ciszej. Nie jest to jednak dźwięk nie wiadomo jak uciążliwy. Z pewnością pracuje dużo ciszej od zwykłego odkurzacza.

Tryby sprzątające działają bez zarzutu. Nie korzystałam jeszcze z planowania pracy. Włączam urządzenie, kiedy jestem w domu. Aby odkurzanie było dokładne, usuwam z podłogi lżejsze dywaniki, pod którymi nie ma maty antypoślizgowej (Vileda przesuwa je po parkiecie i jeździ z nimi po mieszkaniu, w końcu blokując się o którąś ze ścian) oraz wkładam krzesła na stoły. Oczywiście zbieram z podłóg kable i inne przedmioty, przez które mogłaby się zablokować.

Raz Violetka zassała porzucony w kącie przez Mikołaja kawałek parówki, po czym zatrzymała się, wyłączyła i wydała dźwięk sygnalizujący błąd. Wystarczyło wyciągnąć parówkę spomiędzy otworów szczotki głównej i robot sprzątał dalej.

Szczerze powiem, że nie spodziewałam się, przy codziennym odkurzaniu takiej ilości kurzu i paprochów, jakie znajduję każdego dnia w pojemniczku na brudy. To chyba najbardziej pokazuje, że robot działa, jak należy.

Podczas napotykania na przeszkody, dzięki miękkiemu zderzakowi, robot delikatnie się od nich odbija. Nie pozostawia śladów na meblach, czy listwach podłogowych. Jeśli wjedzie gdzieś, gdzie jest dla niego za ciasno, czy za nisko, również się wycofuje. Bywa, że odkurzacz obraca się w zupełnie inną stronę i wyjeżdża z pomieszczenia, do którego dopiero co wjechał, lub jedzie w miejsce, które już sprzątał.

Polecam pozostawienie na górze urządzenia folii ochronnej, bo czarna powierzchnia naszego robota, wykończona na wysoki połysk, ma już kilka rys od wjeżdżania pod sypialniane łóżko.

Sprzątanie naszego mieszkania (60m2) zajmuje jej około 90 minut – tak jak obiecuje producent. Zdarza się, że odkurzacz po długim sprzątaniu nie zdąży wrócić do stacji dokującej przed rozładowaniem baterii. Wchodzi w tryb oszczędzania baterii i jedzie w kierunku stacji, ale gdzieś po drodze jego energia się kończy i zostaje biedny, na dywanie w przedpokoju, czy pod stołem w salonie, kilka metrów od swojego domku z prądem. Bywa również, że szukając stacji dokującej, jedzie w zupełnie inną stronę – np. zamiast do salonu, gdzie stacjonuje, podróżuje jeszcze do pokoju Mikołaja, który jest po przeciwnej stronie mieszkania i gdzie już wcześniej sprzątał.

Niewątpliwym minusem, o którym nie miałam zielonego pojęcia podczas zakupu, jest zakup części wymiennych. Chcąc wymienić np. filtry, czy też szczotki czyszczące, jesteśmy zmuszeni do zakupu całego zestawu w cenie 99 zł. W skład zestawu wchodzą 4 szczotki boczne, szczotka główna, 4 filtry i pędzelek do czyszczenia pojemnika na brudy. Nie ma opcji zakupienia samych filtrów czy też szczotek bocznych.

Podsumowując – w cenie oscylującej w granicach 800 zł, nie liczyłabym na lepszy sprzęt. Robot Vileda VR 302 pomaga w codziennym utrzymaniu porządku w naszym domu i takie właśnie miało być jego zadanie. Nie muszę zbyt wiele po nim poprawiać. Cotygodniowe odkurzenie mieszkania klasycznym odkurzaczem + codzienne włączanie Violetki sprawia, że podłogi naszym mieszkaniu są czystsze niż kiedykolwiek wcześniej, a i my jesteśmy mniej zmęczeni wyciąganiem ciężkiego odkurzania „na chwilę, bo coś się rozsypało”.

2 comments on “Robot sprzątający Vileda VR 302 – recenzja

  1. Marzy mi się taki odkurzacz <3 Zwłaszcza od czasu, kiedy mamy dziecko, paprochów na podłodze coraz częściej przybywa i mam wrażenie, że mogłabym odkurzać codziennie. Może trzeba w końcu się zebrać i sobie taki sprawić 🙂 Dzięki za recenzję 🙂

  2. Dzięki za tak szczegółową recenzję robota! Przyznaję, że od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie kupić takiego cacka właśnie i teraz moje myśli biegną ku temu właśnie modelowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *