Co zobaczyć na Kefalonii?

Kefalonia była naszym drugim kierunkiem, który wybraliśmy a wakacje z Mikołajem. Zauroczeni poprzednią z Wysp Jońskich – Zakynthos, postanowiliśmy tym razem odwiedzić Kefalonię, którą podczas poprzedniego urlopu widzieliśmy majaczącą na horyzoncie. Obie wyspy sąsiadują ze sobą, dzieli je od siebie zaledwie 15 km Morza Jońskiego. Z jednej na drugą można łatwo i stosunkowo niedrogo przedostać się promem, więc można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Szczegółową ofertę znajdziecie tutaj: http://ionionpelagos.com

Wczasy HB w czerwcu

Na Kefalonię wybraliśmy się 31 maja 2018. Udało nam się lecieć bezpośrednio z Gdańska. Celowo wybraliśmy taki termin – liczyliśmy na niższe temperatury oraz brak natłoku turystów. Pustki na wyspie udało nam się przewidzieć, jednak temperatura non stop oscylowała w okolicach 30 stopni. Słońce nie zachodziło ani na sekundę. Raj na ziemi, powiecie. Nie aż tak do końca – podróżowaliśmy jednak z Mikołajem, który miał wtedy 11 miesięcy i jesteśmy przyzwyczajeni do innego klimatu.

Ponownie postanowiliśmy skorzystać z oferty biura podróży, z tą różnicą, że tym razem wybraliśmy opcję HB, czyli śniadania i obiadokolacje. Od razu Wam powiem, że po zliczeniu kosztów, wycieczka wyniosła nas drożej niż z opcją all inclusive. Zakupy spożywcze w markecie i jedzenie na mieście pochłonęły sporo €. Uprzedzam też Wasze pytania – gdy urlopujemy z opcją all inclusive, też jadamy w knajpkach, chociażby podczas całodniowych wypraw autem, gdy nie ma nas w hotelu w porze lunchu.

Hotel

W pokoju mieliśmy zagwarantowany pokój z aneksem kuchennym (lodówka, czajnik, mała płyta grzewcza, patelnia, garnek itp). Hotel w opisie biura podróży był trzygwiazdkowy. Na miejscu okazało się, że gwiazdki są, ale dwie. Plus był taki, że zapłaciliśmy niższy podatek turystyczny (obowiązkowy podatek w Grecji od 1 stycznia 2018. Płaci się od 0,5 do 3€ za pokój za dobę w zależności od ilości gwiazdek, jakie posiada hotel). Minusem z kolei był standard – pokój rodem z PRLu i niezbyt zadbane otoczenie budynku. Pamiętajcie, że wybierając hotel w Grecji, zazwyczaj musicie odjąć 1 gwiazdkę, aby móc porównywać standard hotelu z hotelami w Polsce.

Poza wystrojem rodem z PRLu, nasz pokój miał fajne wejście przez balkon wprost z przypokojowego ogródka. Wygodnie można było wjeżdżać tam wózkiem. Mogliśmy też rozkładać Mikołajowi dmuchany basenik wprost przy wyjściu z pokoju. Mieliśmy piękny widok na morze i góry.

W pokoju mieliśmy zapewnione łóżeczko turystyczne dla synka, a z Polski zabraliśmy dla niego kilka zabawek – głównie do wody i piasku, kilka książeczek i coś grającego. Mikołaj jeszcze nie chodził, więc bawił się dość „stacjonarnie”. Nauczeni spostrzeżeniami z Zakynthos, gdzie w sklepach praktycznie nie widziałam produktów dla niemowląt, z Polski zabraliśmy pampersy, kilka słoiczków z obiadkami, kaszkę, mleko modyfikowane oraz wielorazowe tubki do robienia musów. Polecam tą opcję zwłaszcza gdy podróżujesz z małym głodomorem, któremu dopiero co (w samolocie!) wyżynają się pierwsze dwa zęby.

Lixouri

Miejscowość Lixouri, w której mieliśmy hotel, to małe miasteczko portowe położone na półwyspie Paliki na południu Kefalonii. Było tam sporo tawern, sklepików, apteka, supermarkety, urocza marina i przystań promów odbywających do Argostoli – stolicy wyspy. Chodziliśmy tam praktycznie codziennie na wieczorne spacery, zakupy oraz złapać rytm siga-siga w nadmorskich kawiarenkach popijając miejscowe piwo i wino Robola.

Lixouri to miasteczko pełne kontrastów. Na każdym rogu stoi kościół. Co chwila dobiegały nas dźwięki modlitwy. Uliczki z tawernami i sklepikami są nowoczesne i zadbane, ale gdy odejdzie się nieco wgłąb, spotkamy zaniedbane kamieniczki, a także twór, który można spotkać chyba tylko w Grecji – stacja benzynowa na parterze bloku mieszkalnego.

Argostoli

Tak jak wspomniałam, z Lixouri do Argostoli pływały promy. Bilet na prom w jedną stronę dla osoby dorosłej kosztował 2,5€ i kupowało się go u obsługi promu już w czasie rejsu. Na promie były dostępne miejsca na zewnątrz oraz klimatyzowana część ze stolikami, kanapami, telewizorami i barem wewnątrz. Można było też wjechać na prom autem za 4€ , co znacznie skracało czas podróży przez wyspę.

W Argostoli zastała nas niespodzianka. Przy promenadzie zacumowane były łodzie rybaków, sprzedających ryby z porannego połowu. Dokarmiali oni resztkami ryb… żółwie Caretta Caretta, które pływały dookoła łodzi, tuż przy tafli wody. A podobno to Zakynthos słynie z obecności żółwi 😉

W Argostoli spacerowaliśmy promenadą wzdłuż nabrzeża, popijając frappe w kawiarenkach z widokiem na Zatokę. Wybraliśmy się na spacer Mostem Drapano, znanym także jako Most Bosseta – jest to najdłuższy most kamienny położony na morzu na świecie – ma prawie 700 m. Wybudowany został w 1812 roku.

Oprócz deptaka, wybraliśmy się na spacer równoległą XIX wieczną ulicą Lithostrotou. W południe otaczające ją kamienice zapewniały błogi cień, a gęsto upchnięte sklepiki, straganiki i restauracje tworzyły niezwykły klimat.

Tak samo jak podczas wyprawy na Zakynthos, wynajęliśmy auto na 3 dni. Optymalnie byłoby mieć je na Kefalonii na 4 dni, wtedy zobaczylibyśmy wszystkie polecane w przewodnikach miejsca. Przynajmniej mamy po co wracać. Auto wynajęliśmy za 90€. Był to Chevrolet Spark, ale dawał radę. Na pewno lepiej niż dobita Kia Picanto z Zakynthos 😉 W cenie było pełne ubezpieczenie oraz fotelik dla dziecka. Auto wynajmowaliśmy za gotówkę za pośrednictwem rezydentki biura podróży. W miejscowych wypożyczalniach ceny były podobne.

Fiskardo

Objazd wyspy rozpoczęliśmy od uroczego miasteczka portowego Fiskardo, położonego na północy.

Objazd wyspy rozpoczęliśmy od uroczego miasteczka portowego Fiskardo, położonego na północy. Od Itaki dzieli je tylko 3 km. Możemy tam podziwiać ruiny kościoła bizantyjskiego oraz uroczy porcik z wieloma tawernami i sklepikami. Niestety Fiskardo jest dość drogie. Chyba z powodu wypasionych jachtów, które zawijają do tamtejszej mariny.

Assos

Następnie, kierując się z powrotem w stronę półwyspu Paliki, zatrzymaliśmy się w Assos. Tam zjedliśmy obiad w tawernie Nefeli-Anait. Polecamy serdecznie. Nad Assos górują ruiny wenecjańskiego Zamku, my niestety nie zdecydowaliśmy się na wspinaczkę – z wózkiem byłoby ciężko. Miejscowa plaża jest zdecydowanie malutka, ciasna i tłoczna. Za to porcik i widok na pastelowe domki oraz pyszne jedzenie nas urzekło.

Plaża Myrtos

Jadąc w stronę półwyspu Paliki mijamy najpopularniejsze miejsce na wyspie, znaną doskonale wszystkich z kefalońskich pocztówek – plażę Myrtos. Przy drodze jest zatoczka z punktem widokowym, z którego rozpościera się przepiękny widok. Kawałek dalej droga prowadzi licznymi serpentynami w dół na parking położony tuż przy plaży. Plaża Myrtos jest kamienista, woda ma cudowny kolor turkusu i błękitu, ale dość szybko robi się głęboko i fale są naprawdę spore. Dodatkowo drobne białe kamyczki są wyjątkowo ostre, a przy brzegu łatwo się w nich zapaść po kolana. Mikołajowi głośny szum fal odbijający się od ściany skał dookoła nie przypadł do gustu.

Agia Effimia

Kolejnego dnia postanowiliśmy objechać wschodnie wybrzeże wyspy. Jednak fakt, iż nasz hotel położony był na półwyspie Paliki na południowym zachodzie oraz to, że aby dostać się na wschód, musieliśmy pokonać ogromne wzniesienia i droga się dłużyła (a w końcu podróżowaliśmy z 11miesięcznym niecierpliwym Mikołajem), to zobaczyliśmy tylko kilka z zamierzonych punktów. Tak jak wspomniałam – mamy po co wracać na Kefalonię.

Naszą wyprawę zaczęliśmy od miejscowości Agia Effimia. Uroczy porcik, liczne kawiarenki, ale nieco bardziej nowoczesne niż w innych miasteczkach. Kojarzyły mi się trochę z kawiarniami nad polskim morzem – nieco klubowe – kawa i chillout.

Sami

Następnie pojechaliśmy do Sami, ale zniechęciła nas tamtejsza zatłoczona plaża. Znaleźliśmy oddaloną o kilkaset metrów kameralną plażę Ruzica Beach, na której plażowaliśmy tylko my. I to z widokiem na Itakę. Mogłabym tam zostać na zawsze

Poros

Kolejnym punktem naszej wyprawy było Poros. To miejsce najbardziej mnie rozczarowało. Deptak nad morzem, zamiast mariny cumowały tam ogromne brzydkie promy, kilka restauracji i tyle. Za to włoska pizza, jak na Grecję przystało – pycha 😉

Wracając do Lixouri zatrzymywaliśmy się kilkukrotnie, aby podziwiać przepiękne widoki.

Plaża Xi

Ostatniego dnia postawiliśmy na plażowanie. Pierwszą połowę dnia spędziliśmy na polecanej przez przewodniki, cynamonowej plaży Xi. Cynamonowy piasek faktycznie – był. Parzył okropnie w stopy a i woda w morzu (przez ten piasek) miała ciemny odcień granatu. Na początku czerwca plaża była praktycznie pusta. Na końcu plaży można obłożyć się leczniczą glinką – późnij wystarczy wejść do morza, aby obmyć się w niemiłosiernie słonej wodzie.

Plaża Petani

Plażę Petani zostawiliśmy sobie na sam koniec. Jak dobrze, że tu dotarliśmy! To zdecydowanie najpiękniejsze według mnie miejsce na wyspie. Coś jak miniatura plaży Myrtos, z niezwykle turkusową i spokojną wodą. Dno nie staje się głębokie aż tak blisko brzegu, woda jest też cieplejsza. Do plaży prowadzi stroma droga, na dole można zaparkować auto nad jedną z tawern. Plaża popołudniu była cudownie oświetlona, a otaczająca ją zieleń była oszałamiająca. Cud natury.

To już wszystkie zakątki Kefalonii, które udało się nam zobaczyć. Polecacie inne miejsca warte uwagi podczas wakacji na tej cudownej, zielonej wyspie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *