Ciekawe miejsca: Zakynthos

Na Zakynthos wybraliśmy się na początku października 2017. Chcieliśmy uniknąć upałów oraz tłumów turystów, ponieważ podróżowaliśmy z 3 miesięcznym Mikołajem. Nie będziemy owijać w bawełnę – ceny hoteli w tym terminie również były bardzo atrakcyjne.

Wybraliśmy położony tuż przy plaży, 3-gwiazdkowy hotel z opcją all inclusive. 3 miesiące po porodzie, z malutkim dzieckiem wolałam być obsłużona w 100% i nic nie musieć. Spakowaliśmy walizki i wylecieliśmy na tygodniowe wakacje. Nasze pierwsze wakacje we troje. Więcej o podróży samolotem z dzieckiem przeczytasz klikając tutaj.

Podczas wyszukiwania oferty, przed zakupem wycieczki, sprawdziliśmy ocenę hotelu w serwisie Tripadvisor. Właściwie to robimy tak za każdym razem, gdy bukujemy pobyt w jakimś hotelu. Możecie znaleźć tam opinie klientów, ich amatorskie zdjęcia obiektu, jedzenia, basenu i okolicy. Polecam Wam ten sposób, bo czasami piękne zdjęcia z katalogów biur podróży nijak się mają do rzeczywistości.

Kalimera Tsilivi!

Nasz hotel położony był w niewielkim, typowo turystycznym miasteczku Tsilivi. Miejscowość to głównie pasmo niewielkich hoteli położonych tuż przy długiej na kilometr piaszczystej plaży Planos Beach. Plaża ta została oznaczona Błękitną Flagą, a to oznacza, że piasek i woda spełniają wysokie normy czystości. W centrum Tsilivi na spragnionych i głodnych turystów czekają liczne tawerny, bary i sklepiki. Są też dwa większe supermarkety, apteka, lekarz, wypożyczalnie aut, skuterów i quadów oraz klika lokalnych biur podróży (w tym jedno Polskie). Słowem – miasteczko dla turystów, którzy wybrali hotel w Tsilivi, jest to miasteczko samowystarczalne. Transfer z lotniska trwał około 30 minut.

Hotel

Przydzielono nam pokój na parterze, z balkonem wychodzącym prosto na hotelowy basen. Za balustradą balkonu stały basenowe leżaki, więc mogliśmy z Marcinem wylegiwać się z książką i popijać napoje z hotelowego baru, gdy Mikołaj spał w pokoju, 2 metry za naszymi plecami. Mieliśmy ze sobą też nianię elektroniczną, ale słyszeliśmy przez okno balkonowe, gdy synek się budził.

Woda w basenie była chłodna, jednak należy pamiętać, że Zante odwiedziliśmy w październiku. W morzu była zdecydowanie cieplejsza. Większość leżaków i barów na plaży była już poskładana – zbliżał się koniec sezonu. Było to widać nie tylko ma plaży. Samolot, którym lecieliśmy był tylko do połowy zapełniony. Wracaliśmy z miedzylądowaniem w Poznaniu. Na miejscu zero tłumów, mały ruch na drogach, w wypożyczalniach aut obowiązywały pozasezonowe cenniki. Dzięki temu mogliśmy spokojnie, bez pośpiechu i zgiełku zwiedzić wyspę i naprawdę odpocząć.

Wynajem auta

Na spotkaniu z rezydentką wynajęliśmy auto. Wcześniej sprawdziliśmy cenniki w mieście i u rezydentki wychodziło najkorzystniej, z pełnym ubezpieczeniem i bez konieczności posiadania karty kredytowej. Wypożyczyliśmy Kię Picanto na 3 dni za 99€. Fotelik dziecięcy zabraliśmy ze sobą z Polski. Auto miało tak mikroskopijny bagażnik, że stelaż wózka musieliśmy wozić z przodu, na fotelu pasażera, a i tak Marcin musiał za każdym razem odpinać jedno koło.

Pierwszego dnia wyjechaliśmy z hotelu tuż po śniadaniu. W planach mieliśmy zwiedzenie północy i zachodu wyspy.

Przylądek Skinari

Postanowiliśmy udać się na najbardziej wysunięty na północ przylądek na Zakynthos. Z przylądku Skinari, przy dobrej pogodzie doskonale widać sąsiednią wyspę – dziewiczą Kefalonię, którą dzieli od Zante jedynie 14 km. Na przylądku znajduje się latarnia morska oraz 2 wiatraki, w których można… zamieszkać. Tak, w wiatrakach znajdują się apartamenty na wynajem. Jeśli ktoś planuje samodzielne noclegi na wyspie, to czemu nie tam?

W pobliżu znajdziemy również tawernę z przepięknym widokiem na zatokę. Jest też taras widokowy, z którego schodkami można zejść z klifu, aby wykąpać się na skalistej plaży. Jest jeden problem – później trzeba wejść na górę. My z maleńkim Mikołajem nie próbowaliśmy.

Agios Nicholaos

Z przylądka Skinari kierowaliśmy się z powrotem w stronę Tsilivi. Zatrzymaliśmy się w uroczym miasteczku Agios Nicholaos. Kilka restaruacji i straganików, kameralna plaża, z któej widać Wyspę św. Mikołaja. Jest tam też przystań, z której można popłynąć łodziami do Błękitnych Grot lub sławnej Zatoki Wraku. Niestety, warunki na wodzie były niesprzyjające i rejsy tego dnia były wstrzymane. Podczas naszego 7-dniowego pobytu na Zakynthos padało 2 razy – jednej nocy, oraz przez połowę jednego dnia. Poza tym było słonecznie i ciepło, ale często wiał silny wiatr. Mam jeszcze ciekawostkę godną uwagi. Na różnych greckich wyspach możemy trafić na miejscowości o nazwie Agios Nicholaos oraz kościoły pw. św Mikołaja, a to dlatego, że święty ten jest patronem żeglarzy.

Plaża Xigia

Kierując się dalej w stronę Tsilivi, zatrzymaliśmy się na słynnej plaży Xigia. Jeśli kiedykolwiek będziecie chcieli odwiedzić to miejsce, a nie będziecie mogli go znaleźć – kierujcie się… zapachem. Tak, zapachem. Xigia beach uznawana jest za naturalne siarkowe spa, gdyż w wodzie znajdują się źródła siarki. Ta maleńka, kamienna plaża usytuowana jest w malowniczej zatoczce otoczonej skałami wapiennymi. Woda w zatoczce jest niesamowicie zimna, ze względu na skaliste klify oraz dużą głębokość wody kilkanaście metrów od brzegu. Mimo wszystko polecam spróbować tego siarkowego spa.

Miasto Zakynthos

Z plaży Xigia udaliśmy się do hotelu na małą regenerację oraz obiad. Popołudniu postanowiliśmy zwiedzić stolicę Zante – miasto Zakynthos. Słyszeliśmy różne opinie o tym miejscu, wielu znajomych mówiło nam, że to miasto to nic specjalnego. Nas jednak bardzo zauroczyło. Długi deptak usytuowany wzdłuż mariny, lekki wietrzyk i brak upału sprzyjały spacerowi. Później udaliśmy się na główny plac, przy którym znajduje się kościół św. Mikołaja oraz Muzeum Bizantyjskie. Jest też oczywiście wiele restauracji i kawiarenek, w których można skosztować greckich przysmaków oraz napić się prawdziwej greckiej kawy z fusami.

Kolejny dzień przeznaczyliśmy na objazd zachodniej części wyspy. Warto nadmienić tutaj o specyfice podróżowania autem po Zante. Jest to naprawdę maleńka wysepka, mniej więcej 20 na 40 kilometrów. Jednak klifowy charakter tego miejsca sprawia, że dojazd do miejsca oddalonego o 15 km potrafi zająć ponad godzinę. Drogi są wąskie, kręte, z serpentynami. Należy do tego dodać pojawiające się co chwila zatoczki widokowe, przy których warto zatrzymać się, aby zrobić zdjęcie przepięknej panoramie, a także… stada kóz, które postanowią akurat wtedy, gdy jedziemy drogą, uciąć sobie na jej środku drzemkę. Siga-siga. Jeśli nie wiecie co to znaczy, to Was uświadomię. Powoli-powoli, narodowe powiedzonko Greków… i greckich kóz.

Navagio Zatoka wraku

Naszym celem na ten dzień było dotarcie do najsławniejszego punktu widokowego na Zakynthos. Pewnie każdy z nas widział pocztówki z widokiem na Zatokę Wraku. Nie ukrywam, że wyjazd na Zakynthos stał się moim marzeniem głównie po tym, jak zobaczyłam kiedyś ten widok w jednym z katalogów biura podróży.

W drodze do punktu widokowego złapało nas załamanie pogody. Czarne chmury, mgła, wichura i bardzo silne opady deszczu. Na parkingu przy punkcie widokowym spędziliśmy 1,5 godziny. W końcu deszcz przestał padać i nieco się rozjaśniło. Udaliśmy się na kładkę widokową. Kładka to dużo powiedziane. To drewniany balkonik o wymiarach mniej więcej 150 x 150 cm, wysunięty nieco z klifu. Na balkoniku należy stanąć, mocno wychylić się do przodu i spojrzeć w lewo i w dół. Możemy stamtąd podziwiać Zatokę Wraku w pełnej krasie.

Myślę, że w innych warunkach pogodowych, widok ten byłby zdecydowanie piękniejszy. Ja byłam zawiedziona. Ciemne chmury na niebie powodowały, że woda w morzu miała ciemnogranatowy kolor. Brakowało mi tego turkusu z katalogów. Moje rozczarowanie potęgowały też setki śmieci porozrzucanych po klifie pod balkonem widokowym. Widać Zakynthos odwiedzają nie tylko cywilizowani ludzie. Podobno jeśli przejdzie się w prawo po kamiennym klifie, to widok jest piękniejszy. To raczej opcja tylko dla odważnych i rządnych adrenaliny.

Plaża Navagio jest dostępna dla ludzi jedynie od strony morza. Wypływa tam wiele łodzi i stateczków z przeróżnych porcików na wyspie. W 2018 z klifu przy plaży oderwała się skalna ściana, która przygniotła 3 turystów. Od tego momentu wstęp na plażę jest zabroniony i można podziwiać ją jedynie z wody lub z punktu widokowego.

Porto Vromi

Następnie skierowaliśmy się do Porto Vromi – maleńkiej zatoczki z kameralną kamienną plażą umieszczoną w czymś w rodzaju wielkiej jamy skalnej. Porto Vromi to tak naprawdę dwie zatoczki, położone jedna obok drugiej, ale rozdzielone wysokim wniesieniem. Do każdej zatoczki prowadzi osobna droga, więc mimo tego, że sąsiadują ze sobą, to aby przejechać autem z jednej do drugiej, trzeba pokonać kilkanaście kilmetrów autem. My wybraliśmy zatoczkę, do której dojechaliśmy przez wioskę Anafonitria, w której znajduje się Monastyr św. Dionizosa.

Poruszając się przez zachodnią część wyspy czekają na nas raczej smutne widoki. Przejeżdżamy min. przez tereny, które kilka lat wcześniej pochłonęły pożary.

Klif Kampi

W drodze do kolejnego punktu zatrzymaliśmy się przy klifie Kapi, aby popodziwiać przepiękne widoki na granatowe morze. Wysokość klifu robi naprawdę ogromne wrażenie.

Porto Limnionas

Porto Limnionas to moim zdaniem jedno z piękniejszych miejsc na wyspie. Tarasowa, położona przy małej zatoczce plaża, z malowniczymi leżaczkami do wynajęcia. Mogłabym tam zostać na zawsze. Nad plażą znajduje się tawerna, w której można posmakować greckich specjałów. Delektując się nimi, można podziwiać zachód słońca, który z tej strony wyspy prezentuje się najpiękniej.

Przylądek Keri

Trzeciego dnia zaplanowaliśmy objazd południowej części wyspy. Pojechaliśmy na najbardziej wysunięty na południe przylądek Keri. Stąd po horyzont nie widać już nic – w linii prostej najbliżej jest stamtąd do wybrzeży Libii – około 600 km. Przylądek Keri to moim zdaniem najpiękniejsze miejsce na Zakynthos. Widok na dwie skalne wysepki będę miała zapisany w pamięci do końca życia.

W pobliżu znajduje się latarnia morska z największą grecką flagą oraz tawerna z balkonem widokowym. Aby zrobić zdjęcia z tego punktu, należy być klientem tawerny. My skorzystaliśmy z bardziej „dzikiego”, ale i bardziej malowniczego miejsca na fotografowanie. Spotkaliśmy tam nawet kozę górską.

Agios Sostis i Cameo Island

Z Keri kierowaliśmy się w na północ. Zatrzymaliśmy się w uroczym porciku Agios Sostis. To głównie przystań rybaków, ale można też stąd udać się w rejs łódką, a nawet łodzią z przeszklonym dnem – w poszukiwaniu żółwi morskich.

Przyznam, że daliśmy nabrać się na chwyt marketingowy łódkowych nawoływaczy i wybraliśmy się na godzinny rejs w poszukiwaniu żółwi. Nie polecam. Łódź pływa tylko po zatoczce, oddala się od nabrzeża może o 50-100 m. Pan sterujący łodzią wypatruje przez lornetkę żółwia, gdy go wyśledzi, gna co sił w to miejsce. Nagle wkoło zbiera się 5 innych łódek i ludzie przez szyby w podłodze oglądają i fotografują biedne żółwie, które pływają pod spodem w wodzie zmąconej od śrub stateczków. Nie wiedzieliśmy, że tak to się odbywa, a szkoda. Wtedy zaoszczędzilibyśmy sobie 20 euro, a żółwiom stresu. Pół roku później wybraliśmy się na Kefalonię, gdzie podziwialiśmy żółwie Caretta Caretta, nienarażone na stres, z promenady przy przystani rybackiej.

Z Agios Sostis, można uroczym drewnianym mostkiem przejść na śliczną kameralną wysepkę Cameo Island, nazywaną wyspą ślubów. Niestety, gdy my byliśmy na miejscu, wstęp na wyspę możliwy był tylko dla gości biorących udział w zamkniętej imprezie.

Z miasteczka mamy świetny widok na Lanagas – chyba najbardziej popularny kurort nadmorski na Zakynthos. Nas nie zachwycił. Miasteczko wyglądało jak skrzyżowanie wielkiego wesołego miasteczka z klubem nocnym, a dookoła wyrastało mnóstwo hoteli. Plaża Lanagas ginęła wśród kiczowatych zabudowań i była dość brudna.

Plaża Gerakas i Banana Beach

Nasz objazd wyspy zakończyliśmy na półwyspie Vasilikos. Byliśmy na plaży Gerakas, gdzie znajdują się stanowiska lęgowe żółwi Caretta Caretta. Plaża jest bardzo malownicza i (przynajmniej w październiku) totalnie pusta.

Wracając do hotelu, wjechaliśmy zobaczyć jeszcze Banana Beach, uznawaną za najpiękniejszą plażę wyspy. Faktycznie, krajobraz dość filmowy. Bielutki piasek, równiutkie rzędy parasoli, dużo bujnej roślinności. Niestety wiał silny wiatr, fale były ogromne, a leżaki w większości poskładane, więc musieliśmy zadowolić się samym widokiem.

Pozostałe dni spędziliśmy na błogim wypoczynku w Tsilivi – spacerowaliśmy, plażowaliśmy i smakowaliśmy greckiej kuchni w pobliskich tawernach.

Zakynthos było pierwszym greckim kierunkiem, jaki wybraliśmy na wakacje z dzieckiem. Wkrótce opowiemy Wam o kolejnym pięknym miejscu wartym zobaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *